Wczorajsza konferencja prasowa ministra finansów wprawiła wszystkich w osłupienie. Zamiast tradycyjnych wykresów i nudnych statystyk, na stole pojawił się... kosz bananów. "Od dziś płacimy bananami" – oznajmił minister z powagą godną noblisty.
Eksperci ekonomiści już zaczęli liczyć, ile bananów trzeba będzie zapłacić za chleb, a ile za czynsz. "To przełomowe rozwiązanie" – twierdzi jeden z doradców rządowych. "Banan ma stabilną wartość, nie podlega inflacji, a do tego jest zdrowy".
Nie wszyscy jednak są zachwyceni. Przedstawiciele branży owocowej ostrzegają, że masowy skup bananów może doprowadzić do... bananowej inflacji. "Za miesiąc za jednego banana będziemy płacić dwoma bananami" – żartuje jeden z handlowców.
Tymczasem w supermarketach zaczyna się prawdziwe zamieszanie. Kasjerki przeszły błyskawiczne szkolenie z ważenia bananów, a klienci zastanawiają się, czy lepiej płacić dojrzałymi, czy raczej zielonymi owocami.
Czy banany zastąpią złoto? Czy będziemy nosić portfele wypełnione owocami? I co z alergikami? Pytań jest wiele, a odpowiedzi... wciąż brak.